Jarosław Grzywiński z Giełdy Papierów Wartościowych powiedział, że polskim odpowiednikiem słowa „innowacja” jest termin „Polak potrafi”. Dodałbym do tego, że Polak potrafił na długo przed tym, jak słowo „innowacja” stało się modne (hmm… zdaje, że „modne” to zbyt delikatne słowo). Pytanie brzmi: co to właściwie znaczy, że Polak potrafi, oraz jak się ma do słowa „innowacja”? I jeszcze jedno: jak sprawić, żeby Polak nigdy nie przestał potrafić, a nawet potrafił jeszcze bardziej?

„Polska myśl szkoleniowa”?

 

Obecnie raczej zastanawiamy się, jaki medal na piłkarskich mistrzostwach świata w Rosji zdobędzie reprezentacja Adama Nawałki, niż głowimy się nad kondycją polskiej piłki. Sukces skutecznie przesłania obraz całości. Ale jeszcze nie tak dawno temu termin „polska myśl szkoleniowa” pojawiał się w przestrzeni publicznej dość często. Zwykle jako powód do drwin. Bo trudno o dumę w sytuacji, gdy na tle Anglii, Hiszpanii czy Niemiec wypada się dużo bardziej niż słabo.

Dlaczego wspominam termin „polska myśl szkoleniowa”? Tak mi się jakoś skojarzył w kontekście pytania, które Maciej Gnyszka postawił podczas trzeciego panelu I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego. Czy istnieje coś takiego jak polski styl zarządzania? Czy można mówić o polskiej szkole przywództwa?

Maciej Gnyszka wcielił się w rolę gospodarza, a uczestnikami panelu byli: Przemysław Antas (ANTAS Tax & Legal) i Jarosław Grzywiński (Giełda Papierów Wartościowych).

Szanse

 

Zdaniem Jarosława Grzywińskiego trudno jest mówić o polskim stylu zarządzania czy też polskiej szkole przywództwa. W zglobalizowanym świecie wiele spraw się ujednoliciło. Również polscy menedżerowie korzystają ze studiów MBA. Jednak jest coś, co z całą pewnością nas wyróżnia na tle menedżerów zagranicznych. Tym czymś jest „Polak potrafi”. W sytuacjach, gdy zachodni lider po prostu odpuszcza, polski potrafi znaleźć rozwiązanie.

Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy wręcz chorują na „innowację”. W cudzysłowie, ponieważ chodzi o samo słowo, a nie faktyczne innowacje. Wszak wiele z „innowacyjnych rozwiązań”, które nam się serwuje, trudno określić tym mianem. Po prostu słowo „innowacja” się opłaca, jak swego czasu przedrostek „eko-” (hmm… a może „eko-” wciąż działa?).

Pytanie, czy chodzi o innowacje dla samych innowacji, czy też o rozwiązywanie problemów, ułatwianie ludziom życia i zaspokajanie potrzeb w lepszy sposób. Wbrew pozorom, ma to ogromne znaczenie. Sposób patrzenia na problem wpływa na rozwiązywanie tegoż.

„Polak potrafi” to z całą pewnością nasz wielki atut, a zatem ogromna szansa. Być może to nasz naturalny talent; być może to efekt wielu lat zmagań z PRL. Ważne jest, by w pełni wykorzystać ten potencjał, czerpiąc również z wiedzy i doświadczeń Zachodu.

 

Zagrożenia

Niestety, szansa i zagrożenie to dwie strony tego samego medalu. Przemysław Antas powiedział, że polskich przedsiębiorców wyróżnia wielki głód sukcesu. Bardzo im się chce. Dążą do rozwoju. Problem w tym, że wielu polskich przedsiębiorców ma skłonność do mikromenedżerowania. Delegowanie wciąż przychodzi im z trudem. Z obserwacji poczynionej przez Przemysława Antasa w Holandii wynika, że holenderscy menedżerowie pracują w grupie lepiej niż polscy.

Pytanie, czy w ogóle da się pogodzić optymalne wykorzystanie szans z uniknięciem wszystkich zagrożeń. Prawdopodobnie tak, bo przecież Polak potrafi. Na pewno wciąż wiele jest do zrobienia, zarówno na polu mikromenedżerowania, jak i gry zespołowej. Na szczęście nie brakuje miejsc, narzędzi i ludzi, którzy chcą przełamywać bariery i minimalizować te zagrożenia. Towarzystwa Biznesowe są tego najlepszym przykładem.

Jak Real i Barcelona czy jak Atletico?

 

Żeby grać jak Real Madryt czy FC Barcelona, trzeba mieć takich piłkarzy, jak Cristiano Ronaldo czy Leo Messi. Ale sukces Atletico Madryt pod wodzą Diego Simeone pokazuje, że da się odnaleźć własną drogę na szczyt. Są pewne sprawy, które można i warto kopiować od najlepszych, ale koniec końców każdy musi w optymalny sposób wykorzystać własne zasoby. Nie wiem, czy Diego Simeone ma jakichś polskich przodków, ale także on potrafi.

Być może piłkarskie boisko to nie najlepszy punkt odniesienia. A jednak widzę tu wiele podobieństw, bo przecież życie to gra zespołowa. Atletico Madryt pokazuje, że trzeba szukać własnej drogi i korzystać z własnych atutów. Naszym jest „Polak potrafi” i wielki głód sukcesu. To dużo, to bardzo dużo. Oczywiście najwięksi muszą stanowić punkt odniesienia, także na polu organizacyjnym. Warto mieć przed oczami gigantów z Realu czy Barcelony.

To samo robią nasi, nieprawdaż? Adam Nawałka też potrafi. A Polscy piłkarze czasami potrafią tak bardzo, że trudno oprzeć się wrażeniu, że osiągają dużo więcej, niż powinniśmy spodziewać na podstawie ich umiejętności. Wykorzystują swoje atuty, w tym geniusz Roberta Lewandowskiego (cieszę się, że cały świat widzi i podziwia, jak bardzo ten Polak potrafi), a nade wszystko tworzą zespół. Zespół, czyli system, a system to więcej niż suma jego elementów.

Oczywiście sama reprezentacja to za mało. Jej sukces może mieć miejsce nie dzięki, ale wbrew kondycji polskiej piłki. Jednak sukces rodzi sukces, nieprawdaż? Wystarczy popatrzeć na paroletnich chłopców, którzy trenują, bo marzą o tym, by kiedyś być jak Lewandowski. Sukces przyciąga sponsorów. O tych Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej dużo łatwiej, gdy reprezentacja Polski odnosi sukcesy. Sukces przyciąga też polityków, bo jaki premier czy prezydent nie chciałby pokazać się w gronie zwycięzców. A co najważniejsze – sukces reprezentacji sprawia, że polscy kibice czują dumę z bycia Polakami.

Polak potrafi. Polak jest głodny sukcesu. Polak potrafi grać zespołowo. A kiedy gra zespołowo i w pełni wykorzystuje własny potencjał, jest w stanie walczyć z najlepszymi i odnosić sukcesy. I właśnie tego się trzymajmy. Na każdym polu.