W dobie smartfonów stara dobra mapa jest co najmniej passé. Szkoda, bo podobno to właśnie od mapy rozpoczyna się prawdziwa polityka. Przy czym nie chodzi tu o „kolorki” państw na mapie politycznej. Ona nie mówi zbyt wiele. Co innego mapa hipsometryczna wraz siecią wód powierzchniowych. Granice państw w tym kontekście nabierają nowego kształtu, a konflikty zbrojne nagle przestają być pozbawione sensu.

 

Polska – brzydka panna na wydaniu?

Trafnie ujął to Maciej Gnyszka w blogowym wpisie „O braku polskiej soft power i tym jaki mam na to pomysł„:

„Skutek wieloletniej polityki międzynarodowej toczonej w myśl powiedzenia, że Polska jest brzydką panną na wydaniu, która musi przyjąć to, co jej dają, jak to sformułował któryś z pierwszych polskich ministrów spraw zagranicznych po 1989 r.

Ostatnie roszady na scenie politycznej dają nadzieję, że nie rządzi już nami — albo chociaż w rządzeniu nie dominuje — pokolenie poczciwych styropianistów, którzy zginali kark i kolana na dźwięk jakiegokolwiek obcego języka, szeroko się przy tym uśmiechając, bo przecież dla gości z zagranicy zawsze trzeba być miłym, inaczej wyproszą nas z Europy, do której jeździło się maluchem pełnym paprykarzy szczecińskich do roboty. Choć, patrząc na pierwsze reakcje strony polskiej, zaczynam nabierać wątpliwości…”

To komentarz z początku 2018 roku, który, niestety, nie traci na aktualności.

Polska jest brzydką panną na wydaniu, która musi przyjąć to, co jej dają – kiedyś nie rozumiałem, jak wielką krzywdę uczyniły Polsce te słowa. Dziś nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że minister spraw zagranicznych – człowiek, który powinien choć trochę znać się na geopolityce – powiedział coś takiego.

No chyba że chodziło o to, że po prostu mógł. Bo kto miał zaprotestować? Na pewno nie tzw. statystyczny Iksiński, który nie zna się na geopolityce wcale. Nie to, że jej nie rozumie. Po prostu rzadko kiedy ma z nią do czynienia. Rzadko kiedy docierają do niego informacje, które pozwalają spojrzeć na świat z szerokiej perspektywy. A bez szerokiej perspektywy mało widać.

To jak z nawigacją na telefonie i starą dobrą mapą. Tylko ta ostatnia pozwala uchwycić większą całość. Ten pierwszy łatwiej doprowadzi do celu. To prawda. Tylko czy życie polega tylko na byciu prowadzonym? Bo jeśli tak, to kto prowadzi?

Ale wróćmy do geopolityki. Pewne sprawy są trudne, ale do wielu wystarcza zdrowy rozsądek. Popatrzmy. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że wartość działki budowlanej zależy od jej położenia. Przy czym położenie to nie tylko konkretne współrzędne na planecie. To także relacje z otoczeniem. Niemal wszystko wpływa na wartość działki.

Nie inaczej sprawa się ma z terytoriami państw. Swoją wartość zawdzięczają nie tylko swoim zasobom. Przy czym takim zasobem jest także klimat, od którego w dużej mierze zależą wszystkie nasze działania, i rolnictwo, i przemysł, i budownictwo, i turystyka z rekreacją, i… tak – transport. Nie ulega wątpliwości, że łatwiej jest o infrastrukturę drogową czy kolejową przy korzystnej geografii oraz klimacie. Łatwiej w Polsce niż np. na Syberii.

Oczywiście wartość terytorium państwa zależy także od kontekstu. I nie może inaczej, skoro państwo jest terytorialnym systemem społecznym (wg koncepcji prof. Zbyszko Chojnickiego), a kluczowe dla funkcjonowania każdego systemu jest jego otoczenie. W przypadku państw tym otoczeniem są inne państwa, ale nie tylko. W zasadzie jest nim każdy podmiot, nawet jeśli geograficznie oddalony, jeśli tylko oddziałuje na dane państwo. Widzimy to doskonale, wszak wielki wpływ na polską politykę mają Bruksela czy Waszyngton, a nawet Pekin.

Jak to więc jest z tą „brzydką panną na wydaniu”? Co podpowiadana nam stara dobra mapa?

Piękna lekcja geopolityki

Szósty panel I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego poświęcony był transportowi. Gospodarz panelu, Czesław Warsewicz (przewodniczący Rady Klastra Luxtorpeda 2.0) oraz uczestnicy: Piotr Wątor (DP Logistics) i Marcin Dąbek (Pangea Logistics) szukali odpowiedzi na pytanie, czy Polska jest potęgą transportową Europy i jaka przyszłość nas czeka.

To była piękna lekcja geopolityki. Czesław Warsewicz powiedział, że przez lata nasze położenie było przekleństwem. Dziś jasno widać, że położenie na przecięciu szlaków Wschód – Zachód oraz Północ – Południe ma swoje plusy. Samo w sobie niczego nie gwarantuje, ale z całą pewnością stanowi ogromną szansę. A przecież na tym nie koniec. Wystarczy wspomnieć o chińskim projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku.

Piotr Wątor, którego firma reprezentuje transport kołowy, powiedział, że położenie geopolityczne to dzisiaj nasza wielka szansa. W duchu nagrodziłem to zdanie oklaskami. Wspaniale, że słowo „geopolityka”, czy „geopolityczny”, pada coraz częściej. To cieszy tym bardziej, gdy pada z ust człowieka, który geopolitykę zna od strony praktycznej.

Jednak szansa i ryzyko to zwykle dwie strony medalu. Nie jest tak, że samo położenie geopolityczne zapewni Polsce cokolwiek. Branża transportowa zmaga się z wieloma problemami i zagrożeniami. Czesław Warsewicz pokazał, jak bardzo Polsce może zaszkodzić chociażby prawodawstwo unijne w kwestii pracowników delegowanych.

To zresztą świetny przykład tego, że na system oddziałują inne systemy. W tym wypadku – co gorsza – nie system tego samego, a wyższego rzędu, bo po „bojach” Polski z unijnymi organami widać doskonale, kto tu zajmuje pozycję nadrzędną. Pytanie, czy z biegiem czasu owa nadrzędność nie stanie się jeszcze większa.

Marcin Dąbek, który z kolei reprezentuje transport lotniczy i morski, podkreślić dwie arcyważne sprawy. Po pierwsze – tzw. potęga transportowa Polski wzięła się z małych firm. Pytanie, czy da się na tym w dłuższej perspektywie zbudować prawdziwą potęgę. Po drugie – choć nasze położenie jest dobre, to cierpimy na brak infrastruktury. Nie tylko w Polsce, także w Europie wschodniej. Pozycja Polski w branży transportowej zależeć będzie od powstania takich dróg, jak Via Carpatia czy Via Baltica. I oczywiście od Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Jaka przyszłość czeka Polskę w branży transportowej?

Zdaniem Piotra Wątora Polska już jest transportową potęgą. Ale może urosnąć w siłę jeszcze bardziej. Zależy to od wielu czynników. Bardzo ważne jest to, żeby polskie firmy wybierały polskich przewoźników. I słusznie – w końcu patriotyzm ekonomiczny to taka społeczna gra zespołowa, jak to pięknie ujęła dr Joanna Szalacha-Jarmużek. A skoro gra zespołowa, to mamy do czynienia z systemem, czyli skomplikowaną całością.

Marcin Dąbek dodał, że mamy szansę, ale czy ją wykorzystamy, to zależy od nas. Z całą pewnością cud nie wydarzy się sam z siebie. Podczas dyskusji o Nowym Jedwabnym Szlaku uczestnicy panelu nie mieli najmniejszych wątpliwości, że chiński projekt powstaje po to, by służyć Chinom. Jeśli i my chcemy na tym skorzystać, sami musimy odpowiedzieć na pytanie: „Jak?”.

Czy wykorzystamy szansę? A może, jak wielokrotnie w przeszłości, niczym piłkarska reprezentacja Hiszpanii za dawnych czasów, zagramy pięknie jak zwykle, ale przegramy jak zawsze? Pewne jest jedno – żeby wygrać, trzeba grać. A szanse na zwycięstwo rosną, gdy gracze rozumieją zasady gry, znają swoich rywali oraz doskonale czują się na boisku. Podobno granie „w domu”, tj. na swoim własnym boisku powinno stanowić wielki atut.