Czy w Polsce mamy do czynienia z „rasizmem ekonomicznym”? To mocne sformułowanie padło z ust jednego z uczestników ostatniego panelu I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego. Jego zdaniem o patriotyzmie gospodarczym będziemy mogli mówić dopiero wtedy, gdy polskie firmy będą miały w Polsce lepiej niż np. w Czechach. Czy polskie państwo gra w tej samej drużynie, co prowadzący firmy obywatele?

 

Polska – raj podatkowy dla korporacji?

Andrzej Sadowski (Centrum im. Adama Smitha) powiedział, że Polska jest rajem podatkowym dla korporacji, lepszym niż Malta. Z jednej strony objawia się to w „płaceniu” przez nie podatków w Polsce. Z drugiej w tym, że kiedy mamy do czynienia z zagranicznym inwestorem, w otwarciu fabryki biorą udział rządowe delegacje. Polskie firmy na takie traktowanie liczyć nie mogą.

Na przełomie lat 80. i 90. do Polski wróciło wielu Polaków. Dziś mamy 2,5 miliona Polaków za granicą. Zdaniem Andrzeja Sadowskiego to o czymś świadczy. I z całą pewnością powinno niepokoić. Czy tzw. plan Morawieckiego może coś zmienić? Tylko pod warunkiem, że za słowami pójdą realne działania.

Czego polscy przedsiębiorcy potrzebują w tej chwili najbardziej? Andrzej Sadowski nie ma wątpliwości, że potrzebują stabilności. Nie może być tak, że przepisy podatkowe zmieniają się z dnia na dzień. Gdyby zagwarantować Polakom stabilność na 10 lat, to – zdaniem Sadowskiego – polska gospodarka wykonałaby ogromny krok naprzód. Na miarę naszych ambicji, naszego potencjału i naszych możliwości.

 

Nie istnieje jeden patriotyzm gospodarczy

Gospodarzem panelu gospodarczego I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego była dr Joanna Szalacha-Jarmużek. A w gronie uczestników znaleźli się: prof. Andrzej Zybertowicz, Jerzy Mańkowski (Polskie Towarzystwo Gospodarcze), Andrzej Mikosz (K&L Gates), Andrzej Sadowski (Centrum im. Adama Smitha), Remigiusz Piłat (Capital Magazyn), Ilona Wołyniec (PKO Bank Polski).

Już sam skład uczestników panelu gwarantował burzliwą dyskusję. Bo nie istnieje jeden patriotyzm gospodarczy. Tak jak nie istnieje jedna demokracja. „Klasyczna” definicja nie mówi prawie nic. Bo co to znaczy „władza ludu” (abstrahując od tego, czy antyczny „demos” można w tym kontekście oddawać współczesnym znaczeniem słowa „lud”. Istotę ateńskiej demokracji lepiej oddaje „władza obywateli”)?

Jedyne, o czym naprawdę możemy rozmawiać, to konkretne realizacje idei demokracji. A tymi realizacjami są oczywiście demokratyczne państwa. Już pobieżny rzut oka wystarczy, by uświadomić sobie, że nie istnieje jedna demokracja. Ba! Demokratyczne państwa bardzo się różnią. Są Niemcy, Francja, Wielka Brytania. Są Stany Zjednoczone i Kanada. I jest Szwajcaria. Które z tych państw jest demokracją najbardziej?

A może miarą demokracji jest tutaj po prostu to, jak państwo służy obywatelom, czyli demokratycznemu suwerenowi? Podobne pytanie można by sobie postawić w przypadku patriotyzmu gospodarczego. Czy państwo służy obywatelom? Jakie warunki oferuje ludziom, którzy chcą tu żyć, pracować i prosperować? Czy takie same warunki ma kapitał zagraniczny?

 

Każdy medal ma 2 strony?

Jedyne, czego żałowałem, to to, że ten panel nie mógł trwać dłużej. To była absolutnie genialna dyskusja – idealne podsumowanie na zakończenie świetnego Kongresu. Zawsze dobrze jest posłuchać ludzi, którzy chcą dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem. Dlaczego? Ponieważ w pewnym sensie mamy okazję spojrzeć na świat ich oczami – przyjąć perspektywę, do której na co dzień nie mamy dostępu.

Fakt, że uczestnicy panelu gospodarczego spoglądają na świat z różnych perspektyw i inaczej widzą patriotyzm gospodarczy, gwarantował to, że nie będzie „cukierkowo”. Niemal każda teza musiała mierzyć się z myślą krytyczną. Bo przecież medal ma 2 strony, prawda?

Kiedy jeden z uczestników panelu mówił, że warto brać przykład z Francji, jeśli chodzi o wsparcie państwa, inny uczestnik rzucił światło na „ciemną stronę Księżyca” – postkolonialny świat w afrykańskich państwach, które niegdyś były francuskimi koloniami, a dziś… wyglądają, jak wyglądają. I nie jest to ładny widok.

 

1960 – rok Afryki

Minęło już grubo ponad 50 lat (niedługo stuknie 60). 1960 nazywany jest „Rokiem Afryki”, ponieważ wiele kolonii położonych na „Czarnym Lądzie” uzyskało wówczas niepodległość. Należy tu podkreślić, że był to dopiero początek. Intensywna dekolonizacja trwała praktycznie całą dekadę.

Kiedy naszła mnie taka refleksja. Jak to jest, że mamy ONZ, rzesze ekonomistów, którzy twierdzą, że potrafią sterować globalną gospodarką, mamy banki centralne, mamy WTO (Międzynarodowa Organizacja Handlu) i inne organizacje współpracujące z ONZ, mamy polityków, którzy mówią o sprawiedliwości społecznej, i międzynarodowe korporacje, na ustach których też nie brakuje pięknych haseł – ale po ponad 50 latach Afryka wygląda, jak wygląda? Więc albo nie potrafimy sterować gospodarką za pomocą powyższych narzędzi, albo wcale nie zależy nam na tym, by Afryka wskoczyła na wyższy poziom rozwoju.

Jerzy Mańkowski powiedział wprost, że Francja po dziś dzień ma w dawnych koloniach wielkie wpływy. Bo da się manipulować nawet sektorem prywatnym za pomocą różnych mechanizmów, w tym służb (po to są). Oczywiście Francja to tylko przykład. Mechanizm wygląda podobnie w przypadku innych wielkich, którzy czerpali z kolonii dawniej, ale i dziś eksploatują liczne obszary naszej planety.

 

Rolą państwa jest stworzyć ekosystem

Takie zdanie padło z ust jednego z uczestników panelu gospodarczego. Jednak podobny pogląd wyraziło kilka osób. Bardzo ładnie ujął to Andrzej Mikosz, który powiedział, że patriotyzm ekonomiczny musimy rozpatrywać na różnych poziomach i w różnych kategoriach.

Czego innego musimy wymagać od rządzących.

Czego innego od konsumentów.

Czego innego od przedsiębiorców.

Państwo musi być lojalne wobec obywateli. Przedsiębiorcy muszą myśleć o tym, jak wygląda środowisko wokół. Mają obowiązki narodowe. A z drugiej strony – przedsiębiorcy potrzebują pomocy państwa, kiedy chcą inwestować za granicą. Z kolei konsumenci muszą rozumieć, że wspierająć polskie firmy wspierają Polskę, a więc także siebie. Patriotyzm kosnumencki to kwestia świadomości.

Jak widać, patriotyzm ekonomiczny to system, a więc skomplikowana całość. Wszystkie powyższe elementy (a nawet podsystemy) muszą zadziałać, żeby Polska była silnym, samodzielnym, zamożnym państwem. Zdaniem Andrzeja Sadowskiego kluczowy jest pierwszy element – polskie państwo. Trudno się z tym nie zgodzić, wszak to państwo ustala zasady gry i „sędziuje na tym boisku”.

Dr Joanna Szalacha-Jarmużek na otwarcie I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego powiedziała, że patriotyzm ekonomiczny to taka społeczna gra zespołowa. Na zakończenie Kongresu powróciła do tej „definicji” mówiąc, że jeszcze wiele trzeba zrobić, żeby ta społeczna gra zespołowa zafunkcjonowała w Polsce.

Pytanie brzmi: ile my sami zamierzamy w tej kwestii uczynić? Bo ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Każdy z nas ma wpływ na rzeczywistość. Każdy obywatel może przyczynić się do tego, by ta społeczna gra zespołowa zafunkcjonowała. Oby tylko wystarczyło nam czasu.