– Polak się rodzi bohaterem – powiedział bohater filmu sprzed lat. Kontekst raczej humorystyczny, ale coś jest na rzeczy, prawda? Z całą pewnością Polak potrafi. Daje radę nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach, jak przed laty dwaj wielcy odkrywcy: Ignacy Domeyko (emigracja po powstaniu listopadowym) i Benedykt Dybowskiego (zesłanie na Syberię po powstaniu styczniowym). Pierwszy jest bohaterem narodowym Chile. Drugi – jednym z najbardziej zasłużonych badaczy Syberii.

Kiedy słuchałem uczestników panelu gospodarczego nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Polak potrafi jeszcze bardziej, niż mi się dotąd wydawało. Polska branża budowlana każdego dnia wyczynia cuda. Bo jak inaczej określić sytuację, gdy zawodnicy – mając przeciwko sobie sędziów, działaczy własnego klubu, „klepisko” zamiast zadbanej murawy i zagranicznych rywali z milionami szejków na transfery – osiągają wynik ponad miarę?

Czy Polska ma szansę na globalne konsorcja budowlane?

Taki tytuł nosił pierwszy panel I Kongresu Patriotyzmu Ekonomicznego – poświęcony budownictwu. W rolach gospodarzy dr Joanna Szalacha–Jarmużek oraz Maciej Gnyszka, a w gronie uczestników „wielcy zawodnicy” reprezentujący „wielkie kluby”: Władysław Grochowski (Grupa Arche), Henryk Siodmok (Grupa Atlas), Konstanty Strus (PB Konstanty Strus), Jan Mikołuszko (Unibep).

Wywołany na początku panelu przykład Hiszpanii pokazuje, że da się. Tamtejsze firmy budowlane startowały z podobnego poziomu co nasze firmy obecnie. I dziś hiszpańskie firmy realizują inwestycje w Polsce. Czy nasze pójdą ich śladem?

Cztery wspaniałe firmy obecne na panelu osiągnęły niewątpliwy sukces. Zatem z całą pewnością nie brakuje nam potencjału, ale… no właśnie, jest jedno „ale”. Jedno, za to naprawdę wielkie.

Najbardziej niepatriotyczny element w gospodarce to…

– Te duże firmy budowlane, hiszpańskie czy niemieckie, nie powstały dlatego, że miały genialnych menedżerów, ale dlatego, że były hodowane na inwestycjach państwowych. U nas na polskich inwestycjach państwowych polskie firmy bankrutowały i to za pieniądze polskiego podatnika – powiedział Henryk Siodmok, prezes Grupy Atlas.

Prezes Siodmok skradł całe przedstawienie. Wygłosił płomienną przemowę, która została nagrodzona gromkimi brawami. Nie jest przyjemnie słuchać, że to państwo polskie stanowi największy problem polskiej gospodarki, ale nie da się niczego naprawić, jeśli nie zaczniemy od postawienia diagnozy, jak przykra by ona nie była.

Prezes Grupy Atlas zwrócił uwagę na fakt, że funkcjonujące przepisy unijne dają możliwość wspierania polskich firm budowlanych przez państwo. Jednak od ponad dekady nikt z istniejącej furtki nie skorzystał. Jakby tego było mało, polscy ustawodawcy często robili wszystko, by lansować zagranicznych deweloperów, a nie deweloperów polskich.

Kolejny problem, na który zwrócił uwagę prezes Siodmok, to wysokie opodatkowanie pracy, które w tej branży „wypycha” małe firmy z legalnej gospodarki. – O jakim patriotyzmie możemy mówić, jeżeli państwo ustala niemożliwe warunki, a potem ściga ludzi za to, że chcą przeżyć? – pytał retorycznie prezes Grupy Atlas.

Na rozstaju dróg

Nie jestem przedstawicielem branży budowlanej, więc trudno mi tu cokolwiek prognozować. Tym bardziej, że meteorologia uczy przede wszystkim jednego – pokory. Wierzę jednak, że Polska ma realne szanse na globalne konsorcja budowlane – bo przecież Polak potrafi.

W kulturze antycznej jest piękna opowieść (choć raczej mało znana) o młodym Heraklesie na rozstaju dróg. Syn król bogów, Zeusa, będąc u progu dorosłości, musi podjąć decyzję, jaką drogą będzie kroczył przez życie. Kiedy siedzi i rozmyśla, stają przed nim dwie kobiety: Kakia (dosł. Zła) oraz Arete (Cnota, ale w rozumieniu ideału osobowego, czyli cały zestaw przymiotów, jak dawna cnota rycerska). Pierwsza obiecuje życie lekkie łatwe i przyjemne. Druga – drogę pełną wysiłku i trudności, ale wiodąca do wielkości i chwały.

Lubię ten obraz, ponieważ pokazuje dwie ważne rzeczy. Po pierwsze – człowieka definiuje jego wybór. Naszą drogę przez życie wyznaczają obrane zasady i wartości. Po drugie – posiadany potencjał, zdolności czy umiejętności są tylko narzędziem, które może posłużyć tak w dobrym, jak w złym celu. Herakles jako syn Zeusa posiadał moc. Można powiedzieć, że był skazany na wielkość. Ale wielkość w służbie zła nijak się ma do wielkości w służbie dobra.

Jak ta opowieść się ma do polskiej branży budowlanej i jej przyszłości?

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mamy ogromny potencjał. Nie ma też wątpliwości, że mamy wartościowych ludzi z zasadami, którzy obrali właściwą drogę do sukcesu. Ale… jest takie łacińskie powiedzenie: nec Hercules contra plures – [w wolnym przekładzie:] nawet Herkules nie podoła licznym wrogom.

A trudno jest walczyć z tak „licznym wrogiem” jak państwo. Pytanie, czy da się to państwo zmienić. A raczej: co zrobić, żeby zmienić państwo na takie, które nie przeszkadza wspaniałym ludziom i ich firmom w rozwoju? Bo ogromny potencjał, który nie zostanie wykorzystany, to zmarnowany potencjał.